„— Nie ma nikogo, kto by odcedził ziemniaki Już gotowe.
— Taka z pani gospodyni
— Nie tyle gospodyni, co głodna. Zmarzłam. Mruknął coś pod nosem, zajrzał do garnka, pogrzebał
warząchwią i nakrył pokrywę. Wyszedł do sieni. Już odechciało mi się jedzenia, wyciągam się na ławie. Zegarek wskazuje dopiero dziesiątą, co może zdarzyć się do rana Jedyne co mogę w tej dziwacznej sytuacji zrobić, to porządnie się wyspać. Dzień przyniesie rozwiązanie takie czy inne. Weszło kilku ludzi.
— Wstawaj, panna, zjesz z nami kolację.
A już! Spię. Najlepsza okazja, aby się dowiedzieć, co to za jedni. Któryś dotknął mojej ręki i dał mi spokój. Zapachniała kartoflanka. Jedzą szybko, w milczeniu. Cienie przesuwają się po suficie i ścianach. Raz głowa, raz miska, trudno się zorientować, co do kogo należy.
— Porucznika jak nie widać, tak nie widać.
— Tss... dziewczyna... może szpieg Czego lazła po nocy Jeśli nasza, znałaby hasło.
Umilkli. Ktoś nachylił się nade mną. Potem już nie wiem, kto wchodzi, kto wychodzi. Czyjeś ręce okrywają mnie czymś ciepłym. Kożuch, pierzyna Stanowczo za troskliwie opiekują się szpiegiem.
Obudziło mnie światło skierowane prosto w oczy. Gaśnie. Wstrzymuję oddech. Gdzie jestem Skrzypnęły drzwi. Wichura już ustała. Zaczynam przypominać sobie kolejno wydarzenia. Co tu robię Nie powinnam leżeć pod kożuchem. Muszę zawiadomić kogoś o śmierci Leszka, znaleźć jakąś drogę porozumienia. Północ na zegarku. Spałam dwie godziny, jestem wypoczęta, mogę iść dalej. Pod drzwiami szparka światła. Naciskam ostrożnie klamkę. Zatęchłe powietrze słomy, na stole przyćmiona lampka oświetla głowę pochyloną nad papierami czy mapą. Wokół ścian leżą na słomie chłopcy w ubraniach, w butach. Na jedynym łóżku dziewczyna. To jasne. Dusili się w tej ciasnocie ze“(14)
<<<< Brała mnie złość
| mężczyzny który się >>>>
Chiptuning |hotele zakopane |Sklepy z zabawkami