„— Widzę na kogo pan, pane, patrzy! — zaśmiał się szeptem Sytko Zaporożec. — Ale dlaczego by pan nie przyjechał do nas razem ze swą panną... Harna, bardzo harna!... (piękna).
Cha, to byłoby zabawne... Tylko, że dziewczyna z pewnością coś odburknie i tyle... Z drugiej strony — czemu by jej o to nie spytać Jeżeli burknie, że nie chce, będę miał powód do pożegnania tych panów... Taak... — I Leon wstał z ogrodowego krzesełka. Bielejąc w sinawej omglę swym prawie tropikalnym ubraniem, podszedł do stolika w głębi.
— Czy wolno na chwilkę
— Co, proszę — podniosła głowę.
Dopiero wtedy zauważył, jak była ubrana. I to go uderzyło. Na ciemnooliwkowej sukni z dużym wieczorowym dekoltem, rozsypane były wzory, przypominające JęzyicF płomienia. Zdawałoby się, że jest lizana przez ogień, którym oto zaraz się zajmie. Zastanawiającym i poniekąd tu nie na miejscu był właśnie dekolt, no i długość sukni. Siedziała bokiem, założywszy nogę na nogę. Rąbek jej sukni również prawie po wieczorowemu sięgał jej kostek. Czy wybierała się na jakieś przyjęcie Czy... czy też przeczuwała to zaproszenie — Nonsens, pomyślał.
Usiadł bokiem, plecami do Straussa i Sytko Zaporożca. — Proszę pani, tak się złożyło, że mam do pani małą prośbę... — schylił się ku niej. — Cha! po prostu nie wiem, jak się odczepić od mych kompanów. Porozmawiajmy parę chwil ściszonymi głosami, żeby im się wydawało, że mam do pani interes...“(3)
<<<< Przerwy między zajęciami
| - Wiesz Vincencie kiedy >>>>
izolacja dźwiękochłonna pras |Belamy meble dziecięce |Podłoga korkowa