„— Wiesz, Vincencie, kiedy widzę cię przed sztalugami, muszę wciąż myśleć o tym, co nasuwało mi się już wówczas w Amsterdamie.
— Co to było
— A nie obrazisz się
— Na pewno nie.
— No więc prawdę mówiąc, uważałam, że nie na
dajesz się na duchownego. Wiedziałam, że to była strata czasu.
— Dlaczego nie powiedziałaś mi tego przedtem
— Sądziłam, że nie mam do lego prawa, Vincencie. Wsunęła pod czepek pasmo rudozłotych włosów.
Przy tym potknęła się i oparła o niego; Vincent wsunął rękę pod ramię Kay, aby ją podtrzymać, i już dalej poszli pod rękę.
— Myślałam — ciągnęła Kay — że sam dojdziesz do takich wniosków. Mówienie na nic by się nie zdało.
— Aha, teraz przypominam sobie — odparł. — Ostrzegałaś mnie, że stanę się ograniczonym duchownym. Dziwne tylko, że mówiła to właśnie córka pastora.
Uśmiechnął się do niej, lecz oczy Kay posmutniały.
— Być może, lecz Vos nauczył mnie patrzeć na niejedno inaczej.
Vincent puścił jej ramię. Miał wrażenie, że nazwisko Vosa wzniosło pomiędzy nimi niewidzialny mur.
Po godzinnej wędrówce dotarli do Liesbosch i yincent znów ustawił sztalugi; chciał naszkicować moczary. Jan bawił się w piasku. Kay siedziała z tyłu na małym składanym krzesełku zabranym z domu. Trzymała w rękach otwartą książkę, ale nie czytała. Vincent rysował pośpiesznie, z nowym, nie znanym rozmachem. Linie „siedziały" od razu, od pierwszego rzutu. Czy dlatego, że czuł za sobą Kay — czy że uznanie Mauvea dodało mu bodźca Wykonał prędko kilka szkiców. Nie patrzył w stronę Kay. Kay milczała. Wiedział jednak, że jest blisko — i czuł w sercu błogie ciepło. Pragnął, by jego praca była tego dnia specjalnie udana i wzbudziła w niej podziw.“(4)
<<<< - Widzę na kogo pan pane
| ognia jako bezwartościowe >>>>
Audiobooki złotemyśli |